Plik wygląda dobrze na ekranie, więc wysyłasz go do druku z poczuciem, że najtrudniejsze już za Tobą. Kilka dni później wraca informacja, że druku nie da się rozpocząć, albo, gorzej, przychodzi paczka książek z białym paskiem przy krawędzi i kolorami, które mają niewiele wspólnego z tym, co widziałeś na monitorze. Większość takich sytuacji bierze się z kilku powtarzalnych błędów, które łatwo wykryć, zanim plik opuści Twój komputer. Ten przewodnik przeprowadza przez nie po kolei i pokazuje, jak każdy z nich naprawić.
Dlaczego plik, który dobrze wygląda, wciąż bywa zły
Ekran i papier to dwa różne światy. Monitor świeci własnym światłem i miesza barwy z trzech składowych, druk odbija światło i układa kolor z czterech farb. Ekran nie ma krawędzi cięcia, papier owszem. Ekran pokazuje font, który masz zainstalowany u siebie, drukarnia tego fontu mieć nie musi. Dlatego ocena na oko nie wystarcza. Plik trzeba sprawdzić tak, jak zobaczy go maszyna, a nie tak, jak wygląda w Twoim programie.
Ta różnica perspektyw stoi za prawie każdym błędem opisanym niżej. Gdy zaczniesz patrzeć na plik oczami drukarni, większość problemów rzuca się w oczy jeszcze przed wysyłką.
Błąd 1: brak spadów
To zdecydowanie najczęstsza przyczyna odrzucenia pliku. Spad to naddatek grafiki albo tła wychodzący poza linię cięcia, zwykle o 3 mm z każdej strony. Gilotyna, która przycina gotowy blok książki, nigdy nie trafia co do włosa. Jeśli tło sięga dokładnie do krawędzi strony, po przycięciu z odchyłką pojawi się przy brzegu cienki biały pasek. Jeśli spadu nie ma wcale, drukarnia po prostu odmówi druku.
Reguła jest prosta. Wszystko, co ma dochodzić do samej krawędzi książki, musi wychodzić 3 mm poza nią. Jednocześnie ważny tekst i elementy, których nie chcesz stracić, trzymaj co najmniej 5 mm od linii cięcia, w strefie bezpiecznej. Pełną geometrię pliku rozkładamy na czynniki w osobnym poradniku o tym, czym są spady i marginesy w druku.
Błąd 2: RGB zamiast CMYK
Drugi klasyk. Aparaty, telefony i grafika z internetu zapisują kolory w modelu RGB, który składa barwę ze światła. Druk pracuje w CMYK, czyli z czterech farb. Część kolorów RGB, zwłaszcza intensywne zielenie, błękity i nasycone fiolety, w ogóle nie istnieje w farbie. Przy konwersji gasną. Efekt jest przewidywalny: druk wychodzi ciemniejszy, bardziej szary i mniej żywy niż obraz na monitorze.
Drugi, mniej oczywisty problem dotyczy czarnego tekstu. Czerń złożoną z czterech farb naraz drukuje się gorzej niż czysta czerń z jednego kanału K. Litery składane jako bogata czerń lubią się rozmazywać i tracić ostrość, a przy najmniejszym przesunięciu farb pojawiają się przy nich kolorowe obwódki. Czarny tekst w książce powinien być czystym K, czyli sto procent czerni i zero pozostałych farb.
| Element | Poprawnie | Częsty błąd |
|---|---|---|
| Zdjęcia i grafiki | CMYK pod profil drukarni | RGB bez konwersji |
| Czarny tekst | czysty K (100% czerni) | czerń z czterech farb |
| Eksport pliku | PDF/X z profilem | zwykły PDF z ekranu |
Najpewniejsza droga to eksport do formatu PDF/X z profilem kolorów wskazanym przez drukarnię. Dobry eksport sam przeniesie obrazy do właściwego profilu. Zasady koloru rozwijamy szerzej w tekście o tym, kiedy używać CMYK, a kiedy RGB w druku.
Błąd 3: nieosadzone fonty
Wyobraź sobie, że składasz książkę w eleganckim kroju, którego maszyna w drukarni nie zna. Otwiera plik, nie znajduje fontu i podstawia własny zamiennik. Litery zmieniają kształt, a wraz z nimi zmienia się ich szerokość, więc cały tekst się przesuwa: łamią się wiersze, skaczą strony, rozsypuje paginacja. Czasem znikają polskie znaki diakrytyczne.
Rozwiązanie nazywa się osadzeniem fontów. Przy zapisie do PDF font zostaje wbudowany w plik, więc podróżuje razem z nim i wygląda wszędzie tak samo. Sprawdzasz to we właściwościach gotowego PDF, w zakładce z czcionkami. Przy każdym kroju powinno widnieć słowo Embedded albo Osadzony. Jeśli któraś pozycja tego oznaczenia nie ma, plik jeszcze nie jest gotowy. Tam, gdzie osadzenie się nie udaje, na przykład na okładce, ratunkiem jest zamiana napisów na krzywe, czyli na kształty wektorowe niezależne od fontu.
Plik do druku ma być samowystarczalny. Wszystko, czego potrzeba do jego odtworzenia, fonty, kolory i obrazy, musi siedzieć w środku. Jeśli cokolwiek zostaje na Twoim dysku, druk wyjdzie inaczej, niż widzisz u siebie.
Błąd 4: za niska rozdzielczość zdjęć
Obraz, który świetnie wygląda na ekranie, w druku potrafi rozsypać się na widoczne kwadraty. Powód jest prosty. Monitor pokazuje obraz w gęstości około 72 punktów na cal, a druk potrzebuje 300 pikseli na cal w docelowym rozmiarze na stronie. Plik ściągnięty z internetu prawie nigdy tego nie spełnia. Powiększony do rozmiaru strony rozmywa się i pikseluje.
Kluczowe są słowa „w docelowym rozmiarze". Liczy się nie sama liczba pikseli, tylko ich gęstość po wstawieniu zdjęcia na konkretne miejsce. Zdjęcie szerokie na 12 cm potrzebuje około 1400 pikseli szerokości, żeby utrzymać 300 PPI. To samo zdjęcie rozciągnięte na całą stronę wymaga już znacznie więcej. Dlatego rozdzielczość zawsze sprawdzaj w realnym wymiarze druku, a nie w oderwanych pikselach. Powiększanie małego obrazu w programie niczego nie naprawia, bo dorysowane piksele nie niosą nowych szczegółów. Cały temat przygotowania obrazów rozkładamy w poradniku o tym, jak przygotować zdjęcia i ilustracje do druku.
Błąd 5: zła paginacja i kolejność stron
Książka to nie luźny zbiór stron, tylko uporządkowany ciąg. Tu autorzy gubią się na kilka sposobów. Bywa, że strony lądują w złej kolejności po nieuważnym eksporcie. Bywa, że pierwsza strona treści wypada na lewej, parzystej stronie, choć rozdziały i strona tytułowa powinny otwierać się po prawej, nieparzystej. Bywa, że ostatnia strona ma numer, który nie zgadza się z liczbą kartek, bo gdzieś po drodze wpadła pusta strona albo jednej zabrakło.
Osobna pułapka to liczba stron niepodzielna przez cztery. Książki drukuje się na arkuszach składanych na pół, więc całkowita liczba stron musi być wielokrotnością czterech, a przy niektórych oprawach nawet ośmiu. Jeśli wyjdzie inna, drukarnia dorzuci puste kartki na końcu, czasem w miejscu, które popsuje wygląd zakończenia. Lepiej dopilnować tego u siebie i świadomie zaplanować strony wakatowe.
Numeracja też ma swoje zasady. Strony przedtytułowe zwykle nie noszą widocznego numeru, choć liczą się w paginacji. Numer pojawia się dopiero od właściwej treści. Te detale łatwo przeoczyć, a w gotowej książce rzucają się w oczy od razu.
Błąd 6: tekst i ważne elementy za blisko krawędzi
Spad chroni przed białym paskiem od zewnątrz, ale jest też druga strona tego samego medalu. Numer strony wepchnięty w sam dół, podpis dotykający brzegu, ramka biegnąca tuż przy cięciu: wszystko to ryzykuje obcięcie albo skrzywienie, gdy gilotyna trafi z naturalną odchyłką. Druga, często zapominana sprawa to margines wewnętrzny przy grzbiecie. W grubej książce sklejone kartki nie otwierają się płasko, więc tekst za blisko zszycia wchodzi w zgięcie i czyta się go z trudem.
Zasada równowagi jest taka. Od zewnątrz tło wychodzi na spad, a tekst trzyma bezpieczny dystans od cięcia. Od środka margines rośnie wraz z grubością bloku, żeby nic nie chowało się w grzbiecie. Dobór proporcji strony i marginesów to osobny temat, który rozwijamy w poradniku o tym, jak dobrać marginesy i format książki.
Błąd 7: zły format pliku i brak preflightu
Ostatnia kategoria to usterki techniczne samego eksportu. Wysłanie pliku w formacie roboczym programu zamiast gotowego PDF. Zapis zwykłego PDF z ustawieniami pod ekran, z kompresją, która zjada szczegóły obrazów. Wreszcie najpoważniejsze: pominięcie kontroli przed wysyłką, czyli preflightu.
Preflight to po prostu uporządkowane sprawdzenie wszystkiego z tej listy naraz, zanim plik opuści Twój komputer. Część programów robi to automatycznie i raportuje braki, ale nawet bez automatu możesz przejść listę ręcznie. Kwadrans takiej kontroli dzieli gładki druk od reklamacji, dopłat i straconych dni. Pełny przewodnik prepress, od formatu po kolor, zebraliśmy w tekście o tym, jak przygotować plik książki do druku, a gotową listę do odhaczenia znajdziesz w checkliście przygotowania do druku.
Jak sprawdzać plik w dobrej kolejności
Same błędy poznasz, ale równie ważne jest, w jakiej kolejności je kontrolować. Najwięcej czasu traci się, gdy poprawki nawzajem się kasują: zmieniasz marginesy, przez co rozjeżdża się paginacja, a potem konwersja koloru psuje świeżo poprawione obrazy. Sprawdzaj od rzeczy strukturalnych do detali.
- Najpierw format i rozmiar strony, bo od nich zależy cała reszta geometrii.
- Potem spady i marginesy, czyli ramy, w których mieści się treść.
- Następnie paginacja i kolejność stron, łącznie z wielokrotnością czterech.
- Dalej kolor: konwersja do CMYK i czysty K na czarnym tekście.
- Na końcu detale pliku: osadzone fonty, rozdzielczość zdjęć, eksport do PDF/X.
W tej kolejności jedna poprawka nie burzy poprzedniej. Gdy układasz książkę w edytorze, wiele z tych warunków pilnuje się automatycznie: spady, marginesy i eksport gotowy do druku są ustawione od początku, więc zostaje Ci kontrola treści, a nie walka z techniką. Co dokładnie bierze na siebie narzędzie, pokazuje przegląd funkcji.
Najważniejsze w skrócie
- Brak spadów to najczęstsza przyczyna odrzucenia pliku. Tło wychodzi 3 mm poza cięcie, tekst trzyma 5 mm zapasu.
- Zdjęcia i grafiki idą w CMYK pod profil drukarni, a czarny tekst zostaje czystym K.
- Osadzaj fonty w PDF, w razie potrzeby zamieniaj napisy na krzywe, żeby litery nie podmieniły się na innym komputerze.
- Rozdzielczość licz w docelowym rozmiarze na stronie, celuj w 300 PPI, nie powiększaj małych obrazów na siłę.
- Pilnuj kolejności i numeracji stron oraz liczby stron podzielnej przez cztery.
- Zrób preflight przed wysyłką i sprawdzaj plik od struktury do detali, nie odwrotnie.
Co dalej
Znajomość tych siedmiu błędów zmienia wysyłkę pliku z loterii w rutynę. Zamiast czekać na werdykt drukarni, sam wiesz, czy plik jest gotowy, bo przeszedłeś go punkt po punkcie. To różnica między autorem, który wysyła i się modli, a tym, który wysyła i już planuje kolejny krok.
Kiedy plik przejdzie kontrolę bez zastrzeżeń, zostaje wybór technologii, papieru i oprawy oraz złożenie zamówienia. Jeśli zaczynasz od zera, wróć do głównego przewodnika o tym, jak przygotować plik książki do druku, a tuż przed wysyłką przejdź jeszcze raz checklistę przygotowania do druku. Najlepszy plik to taki, którego po Tobie nikt nie musi ratować.
Najczęstsze pytania
Brak spadów. Plik bez 3 mm naddatku przy krawędzi sprawia, że po przycięciu na brzegu pojawia się biały pasek albo gilotyna wchodzi w tekst. To usterka, którą drukarnie odbijają najczęściej, bo nie da się jej naprawić bez dostępu do źródła. Dlatego spady ustaw od razu w dokumencie, a nie dosztukowuj na końcu.
Nie zawsze. Dobry eksport do PDF/X potrafi sam przekonwertować obrazy do profilu CMYK drukarni, jeśli wskażesz właściwy profil przy zapisie. Problem zaczyna się, gdy w pliku zostają intensywne kolory RGB bez konwersji, bo wtedy druk wyjdzie ciemniejszy i bardziej szary niż na ekranie. Zawsze pytaj drukarnię o jej profil i zapisuj plik pod ten profil.
We właściwościach pliku PDF, w zakładce z czcionkami, przy każdym kroju powinno widnieć słowo Embedded lub Osadzony. Jeśli któraś pozycja nie ma tego oznaczenia, na innym komputerze litery podmienią się na zastępcze i tekst się rozjedzie. Najpewniejsze jest osadzenie pełnych fontów albo zamiana napisów na krzywe tam, gdzie to bezpieczne.
300 PPI w docelowym rozmiarze na stronie. Zdjęcie szerokie na 12 cm potrzebuje około 1400 pikseli szerokości. Plik z internetu ma zwykle 72 PPI i po powiększeniu rozsypuje się na widoczne kwadraty. Sprawdzaj rozdzielczość w realnym rozmiarze druku, a nie w pikselach oderwanych od wymiaru.
Drobne i oczywiste czasem tak, ale na własną odpowiedzialność i często za dopłatą. Większości usterek, jak brak spadów czy podmienione fonty, nie da się naprawić bez plików źródłowych, których drukarnia nie ma. Dlatego traktuj preflight jako swoje zadanie, a nie cudze. Plik gotowy do druku to plik, którego nikt po Tobie nie musi ratować.
Preflight to kontrolne sprawdzenie pliku przed drukiem: spady, kolor, fonty, rozdzielczość, marginesy i paginacja. Robisz go zawsze, choćby ręcznie według listy. To kilkanaście minut, które dzielą gładki druk od poprawek, dopłat i straconych dni. Lepiej znaleźć błąd u siebie niż dowiedzieć się o nim z reklamacji.